Mała Dorrit
"Jutro to dziś... tyle że jutro..."
O mnie
maladorrit
43
Słówko o mnie
Wrażliwa realistka,ceniąca szczerość i uczciwość. Naiwnie wierzę, że dobro zawsze zwycięża zło.
Zobacz mój profil
Statystyki
Liczba osób które odwiedziły mojego bloga:
 
11966
Liczba osób które skomentowały mojego bloga:
 
1278
Liczba osób które wpisały sie do Ksiegi Gosci:
 
14
Archiwum
Rok 2012
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczen
Rok 2011
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczen
Rok 2010
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczen
Rok 2009
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczen
Rok 2008
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczen
Rok 2007
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczen
Rok 2006
Grudzień
Listopad
<< Maj 2012
PonWtŚrCzwPiąSobNie
123456
78910111213
14151617181920
21222324252627
28293031
Notki
Hobby 2009-10-07
 Zazwyczaj, gdy wypełniała jakieś ankiety i było pytanie o hobby to je pomijałam. Mogłabym napisać, że poznawanie nowych facetów ale to nie bardzo wypadało, więc zwyczajnie pomijałam ten temat. 
   Wiosną założyłam akwarium, mój ex był akwarysą więc nie jestem laikiem. Rybki pływają, roślinki rosną ub zanikają ale jest pięknie i mam się czym pochwalić. Ostatnio koleżanka mojej córci stwierdziła, że to lepsze niż plazma... Jet tylko jeden minus, który mi się rozmnożył. Raczek miniaturka. Maleństwo było początkowo nieśmiałe, więc dokupiłam towarzysza. Maleństwo nieco urosło i sprawiało mi wiele uciechy ale po pewnym czsie niektóre rybki mi zaczęły znikać lub pływać brzuszkami do góry... Moje raczydło kochane zostało zesłane na banicję do miejszego lokum w którym skonsumowało swego towarzysza u przednio zachodząc w ciążę... Raków ci u mnie dostatek. Lubię patrzeć na te łobuzy, przypominają mi hip-hopowe dzieciaki.
    Mam jeszce trzy kaktusy... kumpel powiedział mi, że to ulubione kwiaty starych panien... Te raczki, kaktusy to tak jakby ja chyba...
    
Rozterki 2008-07-17
    Życie przynosi takie niespodzianki, że nie wiadomo jak zareagować. Jeden moment i to, co uważaliśmy za niezmienne i niepodważalne staje się zwykłą ułudą, fatamorganą...
    Nie potrafię określić czy to, co przydarza się mnie jest dobre czy złe. Nie wiem czy postępuję słusznie ale inaczej postępować nie umiem, choć być może kiedyś się  nauczę.
   Przeczytałam swoją ostatnią notkę. Nadal zgadzam się ze wszystkim co napisałam. Napotkałam jednak na górę lodową a właściwie na dwie góry  jednocześnie  i nie wiem  jak je ominąć by nie zatonąć.
     Wczoraj widziałam świetliki, fruwały dookoła a jeden usiadł mi na włosach. Nieziemskie uczucie, widziałam je po raz pierwszy od ponad dwudziestu lat. Czy przyniosą mi przysłowiowe szczęście? Raczej nie, szczęście jest w moich rękach, świetliki jedynie przypominają o tym, że ono istnieje.
Zmiany 2008-05-28
       Zastanawiałam się nad zmianą swojego bloga, Mała Dorrit  już nie jest taka jaką była zakładając ten pamiętnik. Wydoroślała i stała się bardziej pewna siebie. Uwierzyła w to, że jest dzielną kobietą i już tak nad sobą się nie roztkliwia. Jest szczęśliwsza.
     W życiu Małej Dorrit nie zaszły jakieś wielkie zmiany. Nadal jest samotną matką, chociaż już nie czuje się taka samotna. Nadal pracuje w hipermarkecie, wie że to stan przejściowy i nawet lubi swoja pracę, czasem tylko narzeka na zarobki...
       Serce Małej Dorrit  to ciągła zagadka, przygasło i jest jakby w stanie inkubacji... Rozkwitnie gdy nadejdzie odpowiednia pora.  O dziwo jest co raz więcej chętnych by to uśpione serce obudzić, ono jednak rządzi się swoimi prawami i wydaje się być nieczułe. Są osoby, które roszczą sobie do tego serca prawa, jednak Mała Dorrit pilnie strzeże swego skarbu.
       Mała Dorrit ma odwagę marzyć i spełniać swe marzenia. Uśmiecha się do Życia a ono uśmiecha się do niej. Dawno temu napisała "życie mało używane oddam w dobre ręce lub zamienię na inne". Teraz Mała Dorrit wzięła swoje życie we własne ręce i nie zamierza już z niego rezygnować.
      Jestem dumna, że Mała Dorrit to JA!
     
Io vagabondo... 2008-04-04
    Tylko jedna osoba na świecie zachwyca się tymi samymi piosenkami wraz ze mną... piosenki jak łatwo się domyślić - włoskie... a teraz znowu słuchać ich będę sama i sama beczeć...
    Amore Mio odjechał w świat daleki, pracy zostawić nie może a ja nie mogę zostawić potomstwa nastoletniego, które za stare, żeby tam je wywieźć i za głupie by same zostawić...
    Ale Polska mimo kapryśnej aury podobała się mojemu cudzoziemcowi, ten spokój... gdy nie słychać tysięcy klaksonów i życie płynie  wolną stróżką... bo tak jest tu gdzie mieszkam... i kartofle mu smakowały i gołąbki... chociaż bigosu nie chciał jeść gdy się dowiedział, że tam są grzyby...
  Makaron gotowałam prawie codziennie, na szczęście on przywiózł prawdziwy parmezan i smakowało mu prawie jak w domu chociaż wiem, że "prawie" robi wielką różnicę:)
    Na drogę zażyczył sobie tylko bułki z wędliną a konkretnie kajzerki z wędzonym filetem z indyka... A teraz jedzie autokarem i odwija te sreberka i myśli o mnie...  "Niech mówią, że to nie jest miłość..."
    
Słowo staje się ciałem... 2008-03-13
    Nie mogę uwierzyć w to co się dzieje ale to prawda. Amore jest już w drodze do mnie i jutro powitam go na dworcu w swoim własnym mieście... Czekałam cztery lata!!! Czy warto było? Dowiem się niedługo. Kilka razy zwątpiłam, poznałam kilku interesujących panów i cały tłum kretynów. Dużo się przez ten czas wydarzyło i wiem, że wiele się jeszcze wydarzy. 
    Jestem teraz silniejsza fizycznie i duchowo. Częściej się uśmiecham chociaż płaczę równie dużo... Wiem, że mogę żyć bez niego a nawet być szczęśliwa. Nie jest mi tak niezbędny do życia jak jeszcze niedawno myślałam.
     Na święta wcale  nie czekam, właściwie są mi niemal obojętne.  Czeka mnie jedynie mnóstwo pracy , tłumy klientów, zmęczenie i brak wolnego czasu, który będzie bardzo dokuczliwy ze względu na mojego niezwykłego gościa... On jest przekonany, że rozkocha mnie w sobie na nowo a ja boję się miłości, boję się rozstań i rozczarowań...
   Nadal jestem zbuntowana, nadal twierdzę, że nie jestem zakochana i nie chcę być ale... ale wcale nie mam teraz na myśli Amore... ciekawe czy na Calabrii skowronki śpiewają tak jak u nas... słyszeliście skowronka tej wiosny?
    
Walentynkowy bunt 2008-02-13
     Nie obchodzę w tym roku walentynek i koniec !
Może nie uda mi się tak do końca, pewnie dam coś słodkiego moim "maleństwom" ale ponieważ to święto należy do zakochanych a ja NIE JESTEM ZAKOCHANA . Nie znam też osoby, która by mnie kochała, nie licząc rodziny oczywiście, ale z pewnością  nikt nie jest we mnie zakochany ( tu mam nadzieję, że jednak się mylę :))
Mam walentynkową depresję: dzieci  mają anginę, wypłata ledwie wystarczyła na opłacenie rachunków a Amore nie daje znaku życia od dwóch tygodni.
    Być może wybiorę się jutro z koleżanką na małe piwko, nic więcej nie planuję... no dobra wyślę jednego lub dwa sms-y... jednego do kogoś nowo poznanego, samotnego, przystojnego (przynajmniej mnie się podoba)) i nieziemskiego... do łobuza z Italii się nie odezwę, niech się sam domyśli a jak nie... to sprawa oczywista... oj, chyba się jednak jutro upiję...
Zapach wiosny 2008-02-06
        Czas już najwyższy sprzątnąć tę choinkę, którą zostawiłam tu jeszcze w starym roku. Chciałam opisać jak było pięknie gdy Amore mnie  odwiedził, ale skoro mnie nie odwiedził ku uciesze co poniektórych, więc nie pisałam nic.
        W głowie mam mętlik, moje z pozoru monotonne życie urozmaicają starzy nowi znajomi, niemal wszyscy jednocześnie... co nie zmienia faktu, że i tak nadal jestem sama...
        Telefony z daleka nie przynoszą ukojenia, drażnią nawet... Być może, gdy wreszcie przyjedzie za miesiąc to coś się zmieni. Nie wiem tylko czy na lepsze czy na gorsze. Wiem tylko, że miłość i wierność na odległość mi nie odpowiada, za długo to trwa
.
       Najgorsze jest to, że już sama nie wiem czego chcę. Muszę się wyciszyć i pobyć sam na sam ze sobą, może wówczas lepiej siebie zrozumiem?
     Za oknem pachnie wiosną, gdy wyszłam z psem sikorka wyśpiewała mi poranny hymn szczęścia, zwyczajnie usiadła na gałązce obok mnie, jakby jej śpiew był skierowany właśnie  do mnie...
     Dzieci w szkole, więc może w tej ciszy uda mi się poukładać nieco  swoje niesforne myśli...
       
      
      
2007-12-20
    


































Witajcie Kochani.
W kilku słowach napiszę co u mnie, a więc pracuję nadal bardzo ciężko w hipermarkecie i mieszkam ze swoimi pociechami, które już dawno mnie przerosły ale nadal są kochane i nie sprawiają problemów (odpukać) wychowawczych.
      Miałam napisać, że Amore mio przyjechał do mnie na Święta, ale nie przyjedzie, bo nie dostał urlopu i przyjedzie pod koniec stycznia. Dzwoni do mnie często i zapewnia o swojej miłości w co wierzę całym sercem.
        Ten rok był dla mnie łaskawy, nie było mi łatwo ale spełniły się moje marzenia o powrocie do Italii, być może będę tam mieszkać na stałe... Moja córcia uczy się w wymarzonym liceum plastycznym a syncio już nie choruje i teraz pomaga mi właśnie w  świątecznym zdobieniu pokoju...
        Szczęśliwych i pogodnych Świąt Kochani i spełnienia marzeń, nawet tych najskrytszych :****
Addio... 2007-10-16

     Kochani, nie umiem już być w blogowym świecie, przynajmniej narazie... Zajęłam się światem realnym i to pomaga mi czekać cierpliwie na lepsze czasy... 
     Amore Mio dzwoni 2-3 razy w tygodniu... dziś są jego urodziny... 
     Mój Ex, który przed moim wyjazdem do Włoch ze łzami w oczach robił mi wyrzuty, że go opuściłam - teraz szykuje się do swojego ślubu... Oczywiście życzę mu wszystkiego najlepszego...
     Nie wiem kiedy znowu tutaj zajrzę, Was oczywiście odwiedzam, żeby wiedzieć co się wydarzyło. Pozdrawiam serdecznie :****

Powrót do rzeczywistości 2007-09-30
      Wróciłam w piątek w nocy... podróż trwała prawie 48 godzin... ale warto było cierpieć... Bajka stała się rzeczywistością i trwała przez 15 dni... Było morze, plaża, słońce i ukochany mężczyzna... Wypoczęłam od trosk codziennych do których znów wrócić musiałam... Może dlatego nie potrafię teraz cieszyć się z powrotu... zbyt pięknie mi tam było, zbyt uroczo...
      Tu czekały na mnie moje skarby dwa najcenniejsze, dla nich muszę jeszcze w kraju pozostać... co przyniesie przyszłość jeszcze nie wiem ale jednego jestem pewna, przez te kilka lat rozłąki stałam się silniejsza, wiem, że potrafię żyć bez Niego i wiem, że nikt inny nie jest w stanie go zastąpić. Wiem, że to co było cztery lata temu nie było jedynie przelotnym romansem... to trwa a nawet przybrało na sile... Miłość istnieje naprawdę... a już w nią zwątpiłam...
       Nie było mnie w domu prawie trzy tygodnie, czekało mnie mnóstwo nie załatwionych spraw, z grubsza je ogarnęłam a jutro już wracam do pracy... Ucałowania dla Was Kochani :***

Zobacz serwisy INTERIA.PL